self-care routine

O self-care słyszy się obecnie właściwie ze wsząd jako o cudownym środku na wszystko i uniwersalną metodę na wieczne szczęście. I o ile większość tego wszystkiego jest mocno naciągana, myślę, że tematem self-care każdy powinien się chodź trochę zainteresować i wybrać z całej palety aktywności coś co faktycznie pomogłoby lepiej znieść stres lub wynagrodzić ciężką naukę. 

Bo coś o czym moim zdaniem często się zapomina, to to, że self-care powinno stanowić część równowagi pomiędzy pracą a odpoczynkiem i nie powinno jej zaburzać. Myślę, że techniki self-care będą działać najlepiej jako nagroda po jakimś wysiłku a nie jego substytut. Np jeśli stresujemy się trudnym egzaminem, żeby ten stres zredukować dużo lepiej będzie się do niego faktycznie pouczyć niż nałożyć na twarz maseczkę w kształcie tygryska. Bo sama idea powstała przede wszystkim z myślą o ludziach, którzy mają tendencję do przepracowywania się i nie radzenia sobie ze stresem. Oczywiście nikogo nie zamierzam nikogo oceniać, każdy powinien robić to, co uważa za słuszne, jednak osobiście sądzę, że self-care działa po prostu najlepiej jako forma uzupełnienia work-life balance a nie jego podstawę. 

Dla tych, którzy ostatni rok przeżyli pod internetowym kamieniem - czym właściwie jest self-care? To nic innego jak dbanie o swoje szeroko rozumiane zdrowie. Można podpiąć pod to tak naprawdę wszystko co może potencjalnie poprawić stan naszego ciała i umysłu, a więc sporty, medytacje, długa kąpiel w wannie czy zwykły spacer z psem. Zasada jest taka, żeby wybrać to, co najlepiej pasuje do osobistego trybu życia i nie bać się próbować różnych form, żeby znaleźć coś dla siebie. 

Moje self-care routine jest dosyć proste, jednak obecnie stanowi nieodłączną część mojego życia i pozwala mi pozbierać się po ciężkim dniu lub dopełnić ten przyjemny i lekki. Przez ostatni rok sprawdzałam wiele różnych aktywności i oto czynności które przeszły mój test i sprawdzają mi się bardzo dobrze.

1. Dwa lub trzy razy w tygodniu uprawiam jogę. Sprawdza mi się ona dużo lepiej niż zwykły work-out i mimo tego, że nie wyrabiam sobie za bardzo mięśni to jest to dla mnie idealny środek na wszystko. W ten sposób poprawiam sobie zły humor, przygotowuję się przed poranną sesją nauki czy gwarantuję spokojniejszy sen. Jogę polecam spróbować każdemu, zwłaszcza osobom, takim jak ja, które nie specjalnie lubią męczenie i pocenie się a chcą zapewnić swojemu ciału trochę przyjemnego ruchu, lub po prostu się odstresować po długim dniu. Oprócz tego, jeśli akurat mam taką potrzebę chodzę biegać lub zwyczajnie pospacerować. Pomaga mi to przewietrzyć umysł i pozbierać myśli. 

2. Bardzo ważna jest dla mnie pielęgnacja cery. Mimo, że w moim przypadku jest bardzo prosta i naturalna jest dla mnie miłą formą odświeżenia i odprężenia się rano i wieczorem. Staram się nie robić tego tylko, żeby to "odbębnić" i będzie z głowy, jako kolejna rzecz do zrobienia, ale robię to wolno, spokojnie i skupiam się na każdej czynności.  Regularnie robię maseczki. Uwielbiam te w płachcie bo idealnie nawilżają moją przesuszoną cerę, ale ostatnio zakochałam się w "birth of venus" z lusha (ci którzy mnie znają pewnie wiedzą, że kupiłam ją dla nazwy haha).

3. Od dawna mam postanowienie czytania dwóch książek na miesiąc. Uważam, że jest to idealna ilość. Nie czytam za szybko i z przymusu, ale też mam narzucone jakieś tempo. Z początkiem każdego miesiąca planuję co będę czytać, dzięki temu nie mam problemu, że stracę tydzień na szukanie odpowiedniej pozycji. Myślę, że czytanie jest jedną z bardziej rozwijających wyobraźnię czynności. Oprócz tego jest niesamowicie przyjemne. Na temat książek, pewnie będę wypowiadała się tutaj jeszcze nie raz, więc stay tuned.

4. Wstawanie wcześnie rano stało się dla mnie podstawą przetrwania drugiej klasy liceum. Nic tak nie podnosi mojej produktywności i motywacji jak picie kawy i czytanie artykułów (np tego z dazed&confused o bardzo ciekawym fotografie z lat 80tych) kiedy słońce dopiero wstaje a reszta mojej rodziny jeszcze śpi. 

5. Żeby nie wpaść za bardzo w rutynę chodzenia do szkoły, wracania, nauki, krótkiego odpoczynku, snu i tak w kółko staram się zorganizować sobie przynajmniej raz w tygodniu jakieś wyjścia. Czasem do kina, czasem do kawiarni w której jeszcze nie byłam, czasem do biblioteki, do parku czy galerii sztuki, czasem ze znajomymi a czasem samemu. Czasami mój introwertyzm nie chce mi dać wyjść z mojej strefy komfortu i karze wracać do domu, ale staram się nie dawać i  dać sobie odpocząć od mojego domatorstwa. 

I to chyba wszystko. Moje pięć filarów nie zwariowania. Wiadomo, czasem będę robiła różne inne rzeczy, zależnie od potrzeb, jednak tutaj wymieniałam to co robię regularnie i co sprawdza mi się najlepiej. Zachęcam do wypróbowania niektórych z tych metod lub odkrywania swoich własnych. Cieszę się, że w dzisiejszy świat znajduje miejsce na dbanie o swoje samopoczucie. Choć są głosy, że jest to objaw egoizmu społeczeństwa, ja uważam, że nie ma nic samolubnego w chęci zmieniania swojego życia na lepsze. Nikt nie jest w stanie w pełni zająć się problemami innych jeśli najpierw nie zajmie się swoimi. A więc namawiam do próbowania i szukania swoich sposobów na self-care. Nie zapominając oczywiście o wcześniejszym ustaleniu priorytetów. 

isztar.

Komentarze

Popularne posty