carrie: 1976 vs 2013

"Carrie" Stephena Kinga po raz pierwszy przeczytałam ponad rok temu, właściwie z nudów i ciekawości, nie spodziewając się tego jak mocne wrażenie na mnie zrobi i jak silnie ta dramatyczna historia zapadnie mi w pamięć. Ponieważ zdawałam sobie sprawę z egzystencji istnienia jedynie nowszej wersji ekranizacji, właściwie od razu zabrałam się za jej obejrzenie. Z kolei pierwszy film, z 1976 obejrzałam stosunkowo nie dawno i dowiedziałam się o niej właściwie przypadkiem, szukając reprodukcji balowej sukienki Carrie (kto by nie chciał takiej na studniówkę, duh). Obie wersje bardzo się od siebie różnią i chciałabym podzielić się moimi wrażeniami na ich temat. Najpierw zła czy dobra wiadomość?

DISLAIMER: pomijam tutaj wersję z 2002 oraz "Carrie 2" z 1999, ponieważ są one generalnie pomijane i myslę, że nie są warte zbytniej uwagi.

CARRIE 2013


Nie mogę podzielić się pełną opinią na temat tego filmu, ponieważ przysnęłam na końcówce, mimo to, myślę, że napatrzyłam się wystarczająco, żeby stwierdzić, że była to jedna z najgorszych ekranizacji książki jakie oglądałam w ogóle. Zacznijmy od tego, co przeszkadza mi najbardziej: wybór Chloë Grace Moretz na rolę Carrie White. Kto to zrobił. Dlaczego. Po co. Nie wiem. W książce Carrie była opisywana jako dziewczyna lekko otyła, o długich włosach o nieokreślonym kolorze, którymi się zasłania, a pięknością staje się dopiero na balu. Carrie z tej wersji filmu tak na prawdę nie daje nam żadnego powodu z którego ludzie mogli by się z niej naśmiewać. Jest ładna, zachowuje się normalnie a włosy wyglądają jak z reklamy head&shoulders. Jest najzwyklejszą nastolatką, a jedynym co ją wyróżnia jest fanatyczna matka (co nadal nie jest powodem do naśmiewania się). Chloë po prostu nie pasuje. I tyle. Po drugie, film zupełnie nie przedstawia dramatyzmu postaci. Nie pokazuje jej zmagań, chęci wyrwania się z domu, nie pokazuje szczęścia jakie przeżywała na balu ani cierpienia jakie sprawiały jej prześladowania. A przede wszystkim pomija najważniejsze, czyli emocje towarzyszące "nocy zagłady". Carrie przedstawiona jest jako sprawczyni, nie jako ofiara. Konwencja filmu stawiająca na tani horror spłyca postać dziewczyny, przez co nie jesteśmy w stanie zrozumieć jej motywów. Jestem bardzo ciekawa jak film odbierają osoby, które książki nie czytały i szczerze mówiąc wątpię, żeby zrozumiały o co właściwie w tej historii chodziło, zobaczą jedynie średnio straszny horror, jeden z wielu.





CARRIE 1976

Co innego wersja orginalna. Brian de Palma zawarł w filmie wszystko co zawarte być powinno do prawidłowego zrozumienia kompleksowości i dramatyzmu postaci Carrie White. Stanowi doskonałe uzupełnienie książki i myślę, że może nawet lepiej niż ona obrazuje emocje i tragizm historii. Sissy Spacek sprawdza się w roli idealnie. Doskonale łączy zastraszoną przez matkę i rówieśniczki dziewczynę ze zbuntowaną nastolatką i obdarzonym przerażającymi mocami aniołem śmierci, jakim staje się Carrie podczas niesłynnego balu. Zdaje się być zwierzęciem w klatce, jaką jest jej własne ciało. Film ukazuje nie tylko cierpienie i strach, ale również radość. Gdy Carrie tańczy z Tommim nic tak nie cieszy jak świadomość jej szczęścia i tego jak bardzo na nie zasługiwała (co jeszcze bardziej podkreśla dramatyzm późniejszych sekwencji). Sceny finałowe przez cały czas trzymają w napięciu i nie pozostawiają ani chwili na oddech. Patrzymy na przemianę strachliwej nastolatki w królową balu a na końcu w prawdziwą boginię zemsty. Najbardziej zwraca na siebie uwagę scena śmierci Margaret White, mimo iż ze znacznymi różnicami w stosunku do książki, robi powalające wrażenie i zostaje w głowie na długi czas.






A ja nadal czekam na wersję zawierającą paradokumentalne części książki.

isztar.

Komentarze

Popularne posty